radiokomunikacja

Radioamatorzy oskarżeni o szpiegostwo. Co naprawdę wydarzyło się na Białorusi?

Na początku 2026 roku społeczność radioamatorska na całym świecie została wstrząśnięta dramatycznymi wiadomościami z Białorusi. W ramach tzw. "Sprawy Radioamatorów" władze białoruskie zatrzymały ponad 50 licencjonowanych operatorów, w tym kilku dobrze znanych w środowisku pasjonatów radiokomunikacji. Najgłośniejsze przypadki dotyczą zatrzymań Nikity Krasko (EW1AEH), Andrieja Repetii (EW1ABT) oraz Wiacława Bianko (EW1ACE). Zostali oskarżeni o szpiegostwo i zdradę stanu, co w Białorusi może oznaczać nawet karę śmierci.

Ta historia wstrząsnęła międzynarodową społecznością radioamatorów, pokazując, jak władze mogą wykorzystać legalne hobby do represji, a hobbystyczne materiały przekształcić w dowody "szpiegostwa".


Sylwetki zatrzymanych

Nikita Krasko EW1AEH, 35 lat, jest pasjonatem technologii i radiokomunikacji. Wcześniej pracował jako kurier i sprzedawca sprzętu, a ostatnio w branży budowlanej. Krasko dzielił się w mediach społecznościowych zdjęciami z podróży, interesował się sportowymi samochodami i rowerami. Jako radioamator uczestniczył w wielu lokalnych spotkaniach, wymieniał karty QSL z kolegami z Europy i USA, a jego hobby obejmowało także testowanie własnych anten i urządzeń SDR. Nikita był znany w lokalnym środowisku z zamiłowania do eksperymentów technicznych – budował własne anteny kierunkowe i urządzenia do obserwacji pasm radiowych, dokumentując wszystkie swoje doświadczenia w logbookach.

Andriej Repetii EW1ABT, około 50 lat, mieszkaniec Mińska, po szkole służył w jednostce wojskowej nr 14356, zajmując się naprawą radarów i artylerii. Od lat pasjonuje się technologią i samochodami. Przed zatrzymaniem pracował jako kurier części samochodowych. Był aktywny na forach radioamatorskich, gdzie dzielił się wiedzą na temat łączności krótkofalarskiej i elektroniki. Andriej prowadził własne eksperymenty z odbiorem sygnałów radiowych, dokumentując zarówno transmisje amatorskie, jak i te dostępne publicznie w paśmie lotniczym.

Wiacław Bianko EW1ACE, 41 lat, również z Mińska, od 2005 do 2018 prowadził własną działalność gospodarczą, a później przekształcił ją w inną formę przedsiębiorstwa. Interesuje się technologią, samochodami elektrycznymi (posiada m.in. BYD Song Plus Champion Edition), smartfonami i elektroniką. Lubi fotografować, podróżować i spędzać czas z rodziną na świeżym powietrzu.  Bianko aktywnie uczestniczył w międzynarodowych konkursach i wymianie kart QSL, prowadząc skrupulatne logbooki i dokumentując każdy kontakt radiowy. Dla Wiacława radioamatorstwo było sposobem łączenia nauki z pasją i rodziną – często zabierał dzieci na spotkania i pokazy eksperymentów radiowych.

 

Propaganda państwowa i absurd

15 stycznia 2026 roku w państwowej telewizji STV wystąpił Roman Protasewicz, przedstawiając zatrzymanych jako członków rzekomej "sieci szpiegowskiej". Według relacji propagandy, radioamatorzy mieli przechwytywać informacje o lotniskach, pozycjach obrony powietrznej, organach ścigania oraz ochronie prezydenta Łukaszenki. Publikowanie nagrań w Internecie przedstawiono jako przekazywanie części "suwerenności informacyjnej" kraju obcym służbom.

W rzeczywistości sprzęt używany przez zatrzymanych - odbiorniki SDR i radiotelefony radioamatorskie - nie pozwalał na odszyfrowanie nowoczesnych, chronionych komunikacji wojskowej lub służb specjalnych. Jak podkreśla doświadczony radioamator Siarhei Besarab (EU1AEY), możliwe było jedynie odbieranie analogowych transmisji, które są jawne i dostępne publicznie - np. rozmów pilotów cywilnych i wojskowych, komunikatów lotniskowych czy transmisji służb ratunkowych.

Państwowa propaganda potraktowała hobbystyczne materiały – logbooki, karty QSL i notatki techniczne – jako dowody rzekomego szpiegostwa, przedstawiając legalne kontakty radiowe z operatorami z Europy i USA jako " raportowanie dla NATO".


Co naprawdę mogli odebrać?

Radioamatorzy mogli odbierać wszystko, co transmitowane jest otwartym eterem – od kiloherców po gigaherce. Mogli śledzić komunikację lotniczą, krótkofalowe transmisje operatorów amatorskich, a także lokalne rozmowy analogowe służb.

Nie mieli jednak technicznej możliwości przechwycenia:

  • telefonii komórkowej,

  • szyfrowanych sieci cyfrowych,

  • szyfrowanej komunikacji satelitarnej,

  • transmisji laserowych i oczywiście światłowodowych.


Codzienna pasja i eksperymenty

Dla zatrzymanych radioamatorstwo to nie była tylko zabawa - to była edukacja, eksploracja i tworzenie społeczności. Wymiana kart QSL, testowanie anten, eksperymenty radiotechniczne i nasłuchy pasm radiowych pozwalały rozwijać wiedzę techniczną.

Na forach międzynarodowych opisywali, jak dzięki prostym urządzeniom mogli śledzić prognozy pogodowe, ruch lotniczy czy międzykontynentalne transmisje amatorskie. Każda łączność była skrupulatnie zapisana w logbooku, a karta QSL, jako tradycyjna pocztowa forma potwierdzenia, była symbolem globalnej przyjaźni między pasjonatami. Teraz te same logbooki stały się "dowodami" rzekomego szpiegostwa.


Głosy społeczności i ekspertów

Siarhei Besarab podkreśla dramat sytuacji: "Nasze hobby, nasze karty QSL i logbooki zostały użyte jako dowody szpiegostwa. To jest absurdalne i tragiczne. Zamiast docenić ludzi z wiedzą techniczną, władze niszczą ich intelektualnie".

Stanislau Lupanosau, były funkcjonariusz białoruskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, przyznaje, że część tego, co Protasewicz mówił w TV, mogło być technicznie możliwe - nie dlatego, że radioamatorzy mieli dostęp do tajnych szyfrów, ale dlatego, że białoruskie służby nadal używają przestarzałego, niezaszyfrowanego sprzętu analogowego.

W sieci pojawiły się także głosy z Reddita od innych pasjonatów: "To systematyczne niszczenie naszej społeczności. Pokazali świat, że nawet karty QSL mogą być interpretowane jako dowody szpiegostwa".


Apel społeczności międzynarodowej

Społeczność radioamatorska apeluje o wsparcie dla zatrzymanych kolegów. Licencjonowani operatorzy, którzy przez dekady budowali sieć łączności awaryjnej i dokumentowali swoje działania, zostali przedstawieni jako "zagrożenie państwowe".

Besarab mówi wprost: "Radioamatorzy to diamenty każdej narodowej społeczności. W normalnych krajach traktuje się ich jak dzieci ulubione, a tutaj niszczy się ich intelektualnie".

Międzynarodowe stowarzyszenia, portale radiowe i fora techniczne zaczęły nagłaśniać sprawę, wzywając do interwencji i ochrony pasjonatów, którzy swoim hobby wspierają naukę, bezpieczeństwo i komunikację w sytuacjach kryzysowych. Sprawa białoruskich radioamatorów pokazuje, jak pasja techniczna i dokumentacja hobbystyczna mogą zostać przekręcone w narzędzie politycznej propagandy. Ludzie, którzy całe życie poświęcili nauce, komunikacji i służbie społeczeństwu, stali się celem represji. Historia ta przypomina o wartości radioamatorstwa jako fenomenu globalnego - łącznika ludzi, technologii i bezpieczeństwa w sytuacjach kryzysowych. Światowa społeczność krótkofalowców obserwuje białoruską tragedię z rosnącym niepokojem, apelując o sprawiedliwość i ochronę tych, którzy swoim hobby chronią życie innych.

Radioamatorzy nie tylko odkrywają technologię i eksperymentują - oni łączą ludzi, ratują życie i utrzymują łączność tam, gdzie zawodzi państwo. W Białorusi niestety, za tę pasję grozi kara śmierci, pokazując dramatyczne konsekwencje politycznej paranoi wobec niewinnego hobby.

 

Obecnie Białoruś jest zawieszona w strukturach CEPT.

🔄

Dyskusja:

Brak komentarzy

Radio giełda Ogłoszenia ➔

Masz zbędny radiotelefon lub akcesoria? Dodaj bezpłatne ogłoszenie ➔

Podstrony

Więcej o SR0WX

Giełda krótkofalarska

Najnowsze komentarze